Thursday, January 18, 2007

209 godzin 36 minut do uscisku z moim Skarbem

Mamay juz czwartek wieczor. Wczoraj w pracy zamiast Jim'a byl Robert i niezle zapierdalalismy na dodatek dostalismy opr ze za slabo, albo menadzer sie nasmiewal, tego nie wiem. Dzis rano zaczelismy z grubej rury i po pierwszej przerwie maszyna nie wytrzymala tempa i musieli wzywac servis, reszte dnia krecilem sie to tu to tam robiac co moglem, aby czas szybciej lecial, ale udalo mi sie. Idac na Firsa, skubaniec uciekl mi sprzed nosa, nie lubie tu autobusow :(
Wrocilem do domciu, okazalo sie ze pradu nie ma, po prostu dzisiejszy dzien nie jest najlepszy, ale za to poprawiamy sobie humor dowcipami. Wlasnie Miki naklada kurczaczka , wiec koncze. Na jutro wielki plan i chyba szykuje sie nocka zarwana nad konczeniem stronki. Dodam ze rano padal snieg, ale jak upadl na ziemie byl juz deszczem. Szybko, idac dzis do pracy dostalem fala wody, bo jakis jebany kierowca busa wjechal z predkoscia 40 mph w kaluze obok mnie, a w pracy robneli mi klodke bez klucza, ktory nadal jest u mnie w kieszeni, co za ludzie...

No comments: