Najdziwniejsze jest to, że za dnia jak jestem w pracy mam natłok myśli, które z chęcią bym przelał do tego pamiętniczka. Wystarczy, że wrócę do domu - wszystko umyka. Z drugiej strony jak jestem cały dzień w domu to pustka w głowie :/ coś mnie wena opuszcza. Pytanie brzmi, czy żyć marzeniami? Ostatnio przez rok nimi żyłem i nic kompletnie się z nich nie urzeczywistniło :/ Nie mówię, że nic nie idzie do przodu. Zmienia się wiele, ale to te przyziemne sprawy. Może dla osób pośrednich byłyby ważne... ja wolę moje marzenia, lecz jeżeli mimo szczerego zapału i chęci przez rok nie udało się ich osiągnąć - a starając się uchwycić je w ręce - zgubiłem je, albo uciekły. Przyszło w zamian coś materialnego. Fakt nie da się żyć iluzją. Marcinek nie wytrzymujesz, łamiesz się. Miej siły na kolejne parę dni. Miej nadzieję, że za te parę dni będziesz się śmiał z tego co tu wypisywałeś i co Twój łepek wyprawiał. W ten czas musisz dociąć carpety i zająć się życiem codziennym. Tak czy inaczej nie poddawaj się.
Moja wiara to wszystko co mam...
Chyba muzycznie ostatnio bardziej jestem w stanie opisać me emocje niż za pomocą słów...
Ludzie mówią, że jesteś wariatem, kiedy robisz coś na co im brakuje odwagi
No comments:
Post a Comment