OPOWIEŚĆ
ŚWIĄTECZNA
Był to wieczór wigilijny
roku pańskiego dwa tysiące czterdziestego siódmego. Choinka
rozświetlała salon różnokolorowymi światełkami. Przy kominku na
którym zwisały skarpety do Św. Mikołaja stała stara sofa. Na
sofie siedział i wpatrywał się w ogień sędziwy jegomość.
Wszystko dookoła wydawało się kłaść do snu. Śnieg za oknem
przykrył całą okolicę swoim puchem. Po chwili do salonu wbiegło
dziecko. Najwidoczniej uradowane z otrzymanych prezentów, podbiegło
do dziadka, który wciągnął je na sofę i usadził obok siebie.
- Dziadku! Dziadku! Opowiedz mi bajkę. - zakrzyczało dziecko
- Bajkę powiadasz? Dobrze, idź i przynieś książeczkę z bajkami – odpowiedział lekko zachrypniętym głosem staruszek.
- Nie! Nie taką! Prawdziwą bajkę! - zripostowało dziecko
- Prawdziwą Bajkę? W takim razie będę musiał Cię zabrać ze sobą w długą podróż w czasie – powolnym głosem zaczął opowiadać dziadek.
Wydarzyło się to jak
byłem jeszcze młodzieńcem. Choć starszym od Ciebie, ale całe
życie było jeszcze przede mną. Wyobraź sobie krainę w całości
pokrytą śniegiem. Nie tak jak u nas. Śnieg często sięgał po
szyję, co utrudniało komunikację i codzienne życie. Mrozy były
wtedy straszne. Pamiętam jak dziś, że ludzie obawiali się końca
świata przepowiedzianego przez Majów. Każde nieszczęście albo
klęskę pogodową przypisywali przepowiedniom. W kraju tym żył
sobie pewien nieszczęśliwy aniołek. Często zamykał się w sobie
i płakał nad swoim losem. Łzy aniołka powodowały u ludzi ścisk
serca. Myślał, że został skazany na taki żywot przez odgórną
siłę, która nie pozwalała się cieszyć życiem. Był to czas jak
dzisiaj. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia – czas radości
i prezentów. Niestety dla Aniołka był to czas jeszcze większych
powodów do smutku. Często przesiadywał z przy oknie podglądając
zadowolonych przechodniów wracających z zakupów świątecznych...
- Dziadku! Dziadku! Czy wszystkie Twoje opowieści muszą być takie smutne? Nawet w tak radosny wieczór? - zapytał wnuczek
- Pamiętaj dziecko, że życie to nie tylko radość, choć ją bardzo lubimy, ale w naszej pamięci na dużo dłużej pozostają smutne chwile, które uczą nas na przyszłość. A teraz nie przeszkadzaj i słuchaj dalej. - odpowiedział dziadek.
Była też oddalona o ponad
tysiąc kilometrów inna kraina, która nigdy nie zaznawała tak
uciążliwych zim. Większość ludzi chodziło po niej zadowolonych.
Niestety, nie było w niej aniołów. Poznałem kiedyś kogoś, kto
usłyszał historię o smutnym aniołku, który nie zaznał nigdy
radości i magii świąt. Pomyślałem sobie wtedy, że tak być nie
może na tym świecie. Aby szarzy ludzie jak ja czy Ty, radowali się,
a anioł usychał samotnie i pogrążony w żalu. Cudem, bo chyba
muszę nazwać to cudem, udało mi się nawiązać kontakt z owym
aniołkiem. Rozmawialiśmy godzinami. Godziny zamieniały się w dni,
dni w miesiące. Biło od niego takie ciepło i dobroć, że chciałem
mu pokazać magię, którą wszyscy nawet teraz czujemy. Coś, czego
nie można opisać. Bliskość przyjaznych osób, oddalenie od trosk,
aby już więcej łzy nie zagościły na jego policzku. Radość
dzielenia.
- Dziadku! Dziadku! Zaprosiłeś tego biednego aniołka na Święta? - zapytało dziecko z zaciekawieniem
- Tak wnusiu! Zaprosiłem. - Odpowiedział dziadek
- Przyleciał do Ciebie, prawda? - dopytywało dziecko
- Niestety, nie wszystkie bajki dobrze się kończą – pogrążony w myślach skwitował.
- Nie wierzę! Przecież Aniołki to bardzo dobre istoty. Jak mógł nie przylecieć? - naciskał wnuczek
- Na Święta wnusiu nie przyleciał, ale za to przyleciał trochę później. Od tamtej pory zobaczył co to znaczy magia Świąt i się zakochał w nich. I tak już pozostało po dziś dzień - odparł
- Dziadku! Dziadku! A dlaczego tego aniołka nie ma teraz z nami? - dopytywało się dziecko
Wtem do pokoju weszła
uśmiechnięta babcia, niosąca na tacy makowiec z mandarynkami.
- Jest wnusiu. Właśnie wszedł... - odpowiedział dziadek.
No comments:
Post a Comment