Saturday, September 28, 2013

w nieskońćzonej ilości plików natrafiłem na taką perełkę:

OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA



Był to wieczór wigilijny roku pańskiego dwa tysiące czterdziestego siódmego. Choinka rozświetlała salon różnokolorowymi światełkami. Przy kominku na którym zwisały skarpety do Św. Mikołaja stała stara sofa. Na sofie siedział i wpatrywał się w ogień sędziwy jegomość. Wszystko dookoła wydawało się kłaść do snu. Śnieg za oknem przykrył całą okolicę swoim puchem. Po chwili do salonu wbiegło dziecko. Najwidoczniej uradowane z otrzymanych prezentów, podbiegło do dziadka, który wciągnął je na sofę i usadził obok siebie.

  • Dziadku! Dziadku! Opowiedz mi bajkę. - zakrzyczało dziecko
  • Bajkę powiadasz? Dobrze, idź i przynieś książeczkę z bajkami – odpowiedział lekko zachrypniętym głosem staruszek.
  • Nie! Nie taką! Prawdziwą bajkę! - zripostowało dziecko
  • Prawdziwą Bajkę? W takim razie będę musiał Cię zabrać ze sobą w długą podróż w czasie – powolnym głosem zaczął opowiadać dziadek.

Wydarzyło się to jak byłem jeszcze młodzieńcem. Choć starszym od Ciebie, ale całe życie było jeszcze przede mną. Wyobraź sobie krainę w całości pokrytą śniegiem. Nie tak jak u nas. Śnieg często sięgał po szyję, co utrudniało komunikację i codzienne życie. Mrozy były wtedy straszne. Pamiętam jak dziś, że ludzie obawiali się końca świata przepowiedzianego przez Majów. Każde nieszczęście albo klęskę pogodową przypisywali przepowiedniom. W kraju tym żył sobie pewien nieszczęśliwy aniołek. Często zamykał się w sobie i płakał nad swoim losem. Łzy aniołka powodowały u ludzi ścisk serca. Myślał, że został skazany na taki żywot przez odgórną siłę, która nie pozwalała się cieszyć życiem. Był to czas jak dzisiaj. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia – czas radości i prezentów. Niestety dla Aniołka był to czas jeszcze większych powodów do smutku. Często przesiadywał z przy oknie podglądając zadowolonych przechodniów wracających z zakupów świątecznych...

  • Dziadku! Dziadku! Czy wszystkie Twoje opowieści muszą być takie smutne? Nawet w tak radosny wieczór? - zapytał wnuczek
  • Pamiętaj dziecko, że życie to nie tylko radość, choć ją bardzo lubimy, ale w naszej pamięci na dużo dłużej pozostają smutne chwile, które uczą nas na przyszłość. A teraz nie przeszkadzaj i słuchaj dalej. - odpowiedział dziadek.

Była też oddalona o ponad tysiąc kilometrów inna kraina, która nigdy nie zaznawała tak uciążliwych zim. Większość ludzi chodziło po niej zadowolonych. Niestety, nie było w niej aniołów. Poznałem kiedyś kogoś, kto usłyszał historię o smutnym aniołku, który nie zaznał nigdy radości i magii świąt. Pomyślałem sobie wtedy, że tak być nie może na tym świecie. Aby szarzy ludzie jak ja czy Ty, radowali się, a anioł usychał samotnie i pogrążony w żalu. Cudem, bo chyba muszę nazwać to cudem, udało mi się nawiązać kontakt z owym aniołkiem. Rozmawialiśmy godzinami. Godziny zamieniały się w dni, dni w miesiące. Biło od niego takie ciepło i dobroć, że chciałem mu pokazać magię, którą wszyscy nawet teraz czujemy. Coś, czego nie można opisać. Bliskość przyjaznych osób, oddalenie od trosk, aby już więcej łzy nie zagościły na jego policzku. Radość dzielenia.

  • Dziadku! Dziadku! Zaprosiłeś tego biednego aniołka na Święta? - zapytało dziecko z zaciekawieniem
  • Tak wnusiu! Zaprosiłem. - Odpowiedział dziadek
  • Przyleciał do Ciebie, prawda? - dopytywało dziecko
  • Niestety, nie wszystkie bajki dobrze się kończą – pogrążony w myślach skwitował.
  • Nie wierzę! Przecież Aniołki to bardzo dobre istoty. Jak mógł nie przylecieć? - naciskał wnuczek
  • Na Święta wnusiu nie przyleciał, ale za to przyleciał trochę później. Od tamtej pory zobaczył co to znaczy magia Świąt i się zakochał w nich. I tak już pozostało po dziś dzień - odparł
  • Dziadku! Dziadku! A dlaczego tego aniołka nie ma teraz z nami? - dopytywało się dziecko

Wtem do pokoju weszła uśmiechnięta babcia, niosąca na tacy makowiec z mandarynkami.

  • Jest wnusiu. Właśnie wszedł... - odpowiedział dziadek.

Tuesday, September 24, 2013

Loki

Witajcie

Ponieważ publicznie jeszcze się nie wypowiadałem, wypadało by się przedstawić. Nazywają mnie Loki.
Jestem synem olbrzyma burzy i chaosu Farbautiego  i olbrzymki Laufeyi. Choć niektórzy uważają, że Ragnarok już się odbył, powiadam wam, że jeszcze nie nadszedł ten czas, kiedy to stanę do walki z Baldurem. Czasem bywam jak szept w głowie, czasem krzyczę i nie mogę znieść niesprawiedliwości i obłudy Midgardu. Ostatnio upodobałem sobie jedną osobę, której się trzymam i podpowiadam jak iść przez to życie. Liczy na Valhalle, ale tam wśród Bogów nudy jakich mało, tylko ja wnoszę coś ciekawego, nikt inny. Nie wywołuj mnie jeżeli nie jesteś do końca przekonany, że chcesz ze mną rozmawiać.





Monday, September 23, 2013

Nie ważny tytuł, nie zaszło jeszcze Słońce.

"Nie będę wcale przejmował się hejtem,
Bo to tylko fale. Śmieję się, zapalę i przejdzie.
Wiem, że będą kolejne serie,
Ja dalej nie jadę na fejmie.
Mam talent, i to jest wspaniałe, bejbe
Dzisiaj spokojnie, choć puszczę symfonię.
Przejmuję salę, jak górską kolejkę,
Chodź tutaj do mnie. Podnieś rękę."

Moja magia nie polega na mówieniu o rzeczywistości w piękny magiczny sposób aby porwało was do czytania i przeniosło umysł gdzieś, gdzie byście chcieli być. Moja magia polega na pisaniu o świecie nierzeczywistym, który odnosi się do naszego rzeczywistego. Każdy może znaleźć inne odnośniki i to jest w tym piękne. Jeżeli nie odnajdujesz żadnych, to źle szukasz - bo tam są. Nie czekam, aż kiedyś jakaś mądra głowa powie: tak, oto chodziło w jego tekstach. Nie! Ja wam mówię, że magia jest w was samych - a poprzez moje teksty możecie je odnaleźć. Znajdź magię w sobie.

"Lepiej być nie może
O tym rymowane słowa w tym utworze 
Z powodzeniem mogę mieć co podyktuje mi pragnienie
Nie mówiąc już o napaleniu na palenie
Tego czego nie ma w menu
Ja mam na zamówienie
I mam to jak w banku tak jak wav'y mam w Vienie
Zewsząd otacza mnie najbliższe otoczenie
I jak Nosowska mam czyściutkie sumienie
Gdy cztery litery terenówką w terenie wożę
Mam z baldachimem łoże
W nim na rodzinę łożę
Brzuchem do góry
Dzień który był ponury jest non stop kolor
Jak kolorowe mury
No bo ma szafa gra
A w niej winyle, garnitury
Na specjalną okazję zaspakajam swą fantazję
Mam świat na wyciągnięcie ręki"

Dziś zamykam się sam na sam w swojej głowie. Czasem każdemu potrzebna chwila samotności. Dla rozliczenia "grzeszków" dnia codziennego i poukładania planu na przyszłość. Szalona wizja przede mną. Lecz czuję, jak coś wbrew wszystkiemu łapie mnie za rękę i ciągnie. Pode mną  dziury, dołki, ale jakoś przez nie jestem przeciągany. Poturbowany, fakt, ale ręka nie puszcza.

Zostałem wyrwany na chwil kilka z mego zamyślenia... i chcąc nie chcąc popadłem w rozmowę o kobietach i facetach i o sensie związków jako takich, czy seksu. Zapomniałem, że piszę tutaj. Wracajmy do głównego nurtu:

"Siostra, brat wszystko będzie dobrze, tak, kiedy to do Ciebie dotrze, poznasz smak, wszystko będzie słodsze, jak cały popieprzony świat Cie poprze, złap chwile słońca i się ogrzej, ile to już lat, nie ważne ile do końca, minął czasu szmat, nasi ludzie ciągle są w grze i mamy więcej ognia niż góra ogniem plująca, dawka piorunująca zapalam jointa, spontan, akcja porywająca, gdy następuje kontakt, czuje jak się luzujesz i analizujesz..."

Czym byłoby nasze życie, gdybyśmy nie ryzykowali? Nie zmieniali czegoś w swoim życiu... Czasem przychodzi to znienacka - rzadko udaje się to zaplanować. Najgorsza jest ta wewnętrzna siła oporu, którą nazwę po imieniu: Strach. On nie pozwala ruszyć się z miejsca, trzyma nas w stagnacji. Dopiero jak się przełamiemy i ruszymy ten krok na przód - zobaczymy co mogliśmy stracić. Ktoś mi mówił, że na wszystko potrzeba czasu. Nie zgodzę się z tym, do końca. Bo czas to czwarty wymiar. Pojęcie względne. Jesteśmy zanurzeni w nim jak w rzece z silnym nurtem i nie możemy się niej wydostać.  A po okresie dłuższym niż rok, takie słowa o czasie, rzekłbym, że nie są na miejscu. To tylko moje skromne zdanie. Nic się nie zmienia. Ludziom w głowach się przewraca


"Tematem tej nawijki, niech będzie książka, którą dostałem dawno temu od ojca,
Dużo humoru, erotycznie mocna, demoniczna powieść o życiu chłopca,
Każda kolejna strona wciąga mnie do środka, każdy kolejny rozdział mógłby nie mieć końca
Coś o zarwanych nockach, spalonych mostach, autor ponoć nieznany - chociaż ja znam gościa
Na każdej kartce papilarna jest pieczątka, tych przeczytanych jakieś dziesięć tysiąca
Co to za książka? Nie wie profesor gąbka, W11, Komenda i Pomorska
Mam ją i czytam, bo w tym tekście każda kropka, zaczyna zdanie z dużej litery jak Śląsk,
Dostęp do morza, albo widok z okna, być albo nie być - drama-tyka Sheaksper'owska
Twarda okładka ona nie chce się rozpaść, skóra która zmienia się tylko od słońca
Czarno na białym, drukowana czcionka, nie znajdziesz tego kruka w kolorowych kioskach,
A słowa papugami powtarzają się jak ten ptak, co krzywy dziób ma tak jak na zakrętach
Książka to papier, a orzeł na monetach jest tyle samo warty co jego własna reszka
O kobietach, o tym co będzie jutro, przepis na Siebie jakby życie było kuchnią
Jak za błędy nie zapłacić dupą, i którędy wejść jak mnie wyrzucą
Nie ważny tytuł, nie zaszło jeszcze słońce niebieskie niebo nie wróży że już kończę..."

Dzień mija nam za dniem. Wstajemy, idziemy do pracy, wracamy do domu. Dzień za dniem aż do weekendu. W weekend odpoczywamy. Niestety brak kogoś, dla którego można by wstać rano z uśmiechem na twarzy i wyjść do pracy wiedząc, że czeka na nas. Brak tej osoby, dla której warto zrobić coś więcej, niż "żyć". Choć wychowałem się w Polsce, to wolę za nią zatęsknić. Każdy z nas ma tu swoje życie. Oceń jeśli chcesz, ale zrób to rozsądnie.Pytanie brzmi, ile trzeba czekać - czasem warto bo im dłużej się czeka tym bardziej się docenia to co się dostaje. Trzeba jednak znaleźć tą krawędź i nie przekroczyć jej - kiedy to po prostu przestanie być oczekiwaniem a przeistoczy się w smoka zwątpienia, który później w popiół zapomnienia.

"L'homme, domine par le mal, Athmosphere de guerre entre un etat et une jeunesse antisociale Polska Francja les memes pressions de ceux qui tiennent les rennes Et m'enseignent: pour une vie meilleure ne compte que sur toi meme" 

Kolorowy dzień jak cukiereczki skittlesów. Smak tęczy. Podobno są to odchody jednorożców. Nie mów: oj tam, oj tam - bo zabijasz kolejnego. Na koniec słowa bardzo dawno wypowiedziane przez pewną bliską mi osobę:

"Najpierw widziałam jakby światło -
jasne ale ciepłe,
i delikatnie kapiący deszczyk.
Nagle jak przyśpiesyzła  - miałam wrażenie że uciekam,
że ktoś mnie goni.
Po czym poczułam "sukces"
jakbym dobiegła na mete, uciekła przed nim
ale wtedy zorientowałam się, że uciekałam bez powodu, że to nie była zła osoba
i klękłam w poczuciu porażki"

Sunday, September 22, 2013

Heartbeat

"Niech ryczy z bólu ranny łoś. Zwierz zdrów przebiega knieje. Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś - to są zwyczajne dzieje"





Dzisiaj post bardziej opisowy, bez ukrytych podtekstów i przesłanek. Od tak trochę historii dnia dzisiejszego/wczorajszego. Działo się, oj działo. Zastanawiam się od czego zacząć... Na piedestał weźmy mroczną stronę internetu. Odkryłem ja w sumie niedawno - choć uważam, że za późno, gdyż jak zwykle jak człowiek dowiaduję się o czymś to 3/4 z tego już jest przedawnione bądź skasowane. Rzeczy, które można tam odnaleźć przechodzą ludzkie pojęcie. Jednak nie - bo to ludzie stworzyli. Wyobraź sobie wszystko co jest nielegalne. Tam to znajdziesz. Pedofilia, zoofilia, nekrofilia, nekro-zoofilia - w ogóle co to jest? Nielegalna broń, narkotyki, hit man, hackerzy - Człowiek jak na to patrzy to czacha dymi. Oczywiście jest to darknet - ale ma również swoje plusy - daje 99% anonimowość w sieci. Muszę przyznać, że przypadło mi do gustu i będę korzystał z cebulek. Niestety przez to, że jest tam tyle nielegalnych rzeczy, strony, sklepy i fora szybko padają - przykładem może być polska scena - która na chwilę obecną już nie istnieje. Świat nie lubi pustki - więc szybko się coś uzupełni. Fakt, poczułem się przez chwilę lepszy niż ludzie korzystający z clearnet'u. Małe rzeczy a cieszą. Wyobraź sobie, że wszystko czego szukasz na sieci i nie możesz znaleźć - tam jest. Na wyciągnięcie ręki - wystarczy sięgnąć. Niektóre społeczeństwa są zamknięte - jak na przykład pedofilii - nie dostaniesz się na forum bez rekomendacji, ale wystarczy porozmawiać na czacie przez dłuższą chwilę i dostaniesz dostęp do zdjęć i filmów za które można spędzić długie lata w więzieniu - dlatego nie polecam. Mnie przyciągnął tam zupełnie inny aspekt.

Kontynuując. Wczorajszy dzień nie należał do złych, ani do dobrych. Był to dzień w którym się działo. Rano przed wyjściem do pracy trochę się oburzyłem. Gdyż pani M. po raz kolejny bez pytania nocowała nastolatka (nawet nie wiem czy on pełnoletni) - więc kulturalnie poprosiłem aby tego na przyszłość nie robiła. Uzyskałem odpowiedź bardzo bezczelną - więc powołując się na jej "równe prawa" właśnie sobie szukają innego pokoju. Będzie trzeba pojeździć i ogłoszenia porozrzucać po sklepach :/ aczkolwiek miejmy nadzieję, że wyjdzie na lepsze. Może jakaś miła kobitka się trafi :P Człowiek pomaga jak może, a jedyne co otrzymuje w zamian to bezczelność i obłuda. Gdyby one chociaż porządek potrafiły względny utrzymać, ale nie. W ich pokoju śmierdzi (nie mam pojęcia czym), będę musiał odświeżać po wyprowadzce. Papieru toaletowego nie potrafią założyć - choć nawet pokazałem tak prostą czynność. A o umyciu garów bądź wyrzuceniu śmieci nie wspomnę. Obie wielkie księżniczki jebane. To nie hotel. Ale oby życie ich nauczyło. Bo wykorzystują ludzi do momentu aż Ci mają już dosyć - a później się dziwią dlaczego już nie chce pomagać? Bo nie dawałaś nic w zamian - od dlaczego. Jeszcze przez jakiś czas będę musiał się z nimi obtykać, ale jak pisałem wcześniej - nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


Przejdźmy do kolejnego etapu dnia sobotniego. Kocham platformę Bill'a. W pewnym momencie po prostu bez mojej zgody -wzięła się i zamknęła. Po czym nie mogłem jej z powrotem uruchomić (czyżby jawa prorocza? - wiem, że powinien być sen, ale to działo się na jawie) I albo miało to związek z freenet'em, który zarażał java scriptem po czym zniszczył mi system, albo po prostu coś się wzięło i "zjebało". Musiałem spędzić kolejne pół godziny na przywrócenie wszystkiego do porządku. Jak się cieszę, że wszystkie informacje przetrzymuję w chmurze i tak na prawdę pozostaje mi po wgrywanie programów jakie miałem wcześniej zainstalowane. Ale to z czasem jak będę czegoś potrzebował, to się będzie uzupełniało.


Można by powiedzieć, że to już koniec rzeczy, które zajęły mi dzień sobotni. Na wieczór urządziłem sobie niezły chill out. aaa byłbym zapomniał mógłbym napisać jeszcze wiele na temat pewnej pani bumerang. Może kiedyś w innym poście. Jedno napiszę - dała mi właśnie zakończenie do czwartego rozdziału powieści. Nie zapomnijcie się zgłosić po swoją kopię.

Sunday, September 15, 2013

Doors 2013



Mogę przejść przez te drzwi sam. 





















Nie zobaczysz już mnie. 



























Możesz też pójść ze mną. 























Nie wiem co nas tam czeka, ale będziemy razem. 
Pragnę tego odkąd Cię poznałem.






















"Większość ludzi kroczy ścieżką, którą dla nich wytyczyliśmy.
Boją się z niej zboczyć, ale co jakiś czas pokazuje się ktoś kto pokonuje piętrzące się przeszkody. 
Ktoś taki uważa, że wolna wola to dar o który trzeba walczyć. 
Prawdziwy plan Prezesa jest taki, abyśmy nie musieli już wyznaczać dla was ścieżek.
Będzie robić to sami."






Bo żyć godnie, to nie znaczy nie upadać. Każy robi błędy... Ważne jak będziesz wstawać.


Saturday, September 14, 2013

LOST FUTURE

Pewien mądry człowiek siedzący na widowni opowiedział kawał. Wszyscy trzęśli się ze śmiechu. Opowiedział go po raz drugi, ludzie również się śmiali, ale dużo mniej. Kiedy opowiedział go po raz trzeci nikt już się nie śmiał.

Wtedy on się uśmiechnął i powiedział:

Nikt nie potrafi się śmiać za każdym razem z jednego żartu. Dlaczego więc płaczecie ciągle z tych samych powodów?

Thursday, September 12, 2013

Piorun Thor'a

Od rana temu dniu towarzyszy Bóg Thor.
Ale zerknijmy co powie nam Wiki:




Thursday: Patron tego dnia był najpotężniejszym bogiem nordyckim, władcą piorunów, Thorem. W staroangielskim na czwartek mówiono Þunresdæg. Sama nazwa pioruna (thunder) wywodzi się od imiona tego boga osadzonego w centrum nordyckiego panteonu. Sam Thor był pogromcą gigantów i synem samego Odyna. Odpowiednio, w ręzykach romańskich nad we czwartki oddawano cześć Jupiterowi, również władcy piorunów (fr. jeudi, hi. jueves, wł. giovedi).


Trafił mnie piorun z jasnego nieba - nie dosłownie - w przenośni. Coś co było cały czas jakoś tam widoczne i osiągalne, było przykryte niewidzialnym płaszczem, który to właśnie Thor zdematerjalizował. Idąc do pracy słuchając Manowar'a nawet myślałem czy by sobie nie sprawić naszyjnika z młotem boga

i nosić go we czwartki. Jeżeli to co się stało okażę się omenem - napewno tak zrobię. Wystarczy, że dojdzie do skutku jedno wydarzenie, które odwlekło się w czasie. Może i na dobre. Moje podejście się trochę zmieniło, nie mi oceniać czy na lepsze czy gorsze...

Coś co dziś przeczytałem - przywróciło mi wiarę w pewną osóbkę. Fakt, lektura nie należała do lekkich - w trakcie musiałem wyjść na spacer bo nie mogłem znieść cierpienia, które było w niej zawarte. Odetchnąłem i powróciłem do czytania. Chyba po raz pierwszy zajrzałem w głąb duszy człowieka tak ja czasem sam staram się otworzyć przed innymi i czekam na reakcję. Ciężko mi to wytłumaczyć, ale nigdy nie otrzymałem takiej reakcji zwrotnej jakiej chciałem, choć sam nie jestem w stanie określić co bym chciał. Wiem, że słowa choć znaczą dużo, nie zmieniają za wiele. Liczą się czyny. Mam nadzieję, że któegoś dnia będę mógł udowodnić, że właśnie czynami zasłużę na bycie blisko i zdobędę zaufanie jak i sam otworzę się na rozcież. Choć często to robię, zawsze ukrywam tą prawdę pod różnymi postaciami. Do których rozwikłania jest potrzebny klucz. Chciałbym Ci go wręczyć, ale zrobię to tylko dotykając Twych dłoni, ma Damo.


Wednesday, September 11, 2013