W tą czarną chwilę
Tyle Myśli w sekund tyle
to wątpliwe, żebym czegokolwiek bał dziś się,
cokolwiek. Ja to wszystko Pierdolę!'
Przed sobą mam książkę, do której rzadko zaglądam, gdyż boję się rzeczy które w niej widzę.
Może dlatego, że to co w środku jest prawdą, depczącą moje ego i wgniatającą mnie w szarą rzeczywistość.
Nie ma tęczy, jednorożców i pięknych elfek, jest za to ponury zimny deszcz, chłostający mą wystawioną nań twarz.
Choć czasami nadbiera kolorów i świeci światłem tysiąca słońc, lecz dzieje się to przez krótką chwilę.
Następuje później mrok i szarość naszej egzystencji uwidacznia się w zastraszającym tępię.
Choć poszerza horyzonty, uzmysławia jak inni mogą nas postrzegać, to w większości przypadkach kończy się na psychicznym dole. Człowiek uzmysławia sobie powbijane noże w plecy, stara się je wyciągnąć i żyć dalej, jakby nic się nie stało. Stara się widzieć Słońce tam gdzie go nie ma, ma nadzieję, że wyobrażenie astralne przemieni się w rzeczywistość. Dlatego chyba to tak boli, gdyż mimo usilnych prób nie daje rady. Mechaniczna pomarańcza przemienia się zatopioną w ropie kłodę, bez czucia, bez woli walki.
Czas. Jedni powiadają, że trzeba dać czas, lecz on tak szybko ucieka przez palce. Z każdym dniem jesteśmy starsi, wolniejsi. Choć chciałbym móc przyspieszyć bieg wydarzeń, nie mam takiej mocy a nadal boję się zakończenia, gdyż z całych sił chciałbym aby było wesołe, lecz w głębi serca wiem, że to nie może okazać się prawdą. Musimy do czegoś dążyć, co jest nieosiągalne, taka nasza natura. Czemu jednak coś co jest tak blisko, zarazem jest tak daleko?
Omeny zniknęły. Czyżby miały doprowadzić mnie do upadku? Takie piękne, takie przejrzyste, wręcz krzyczące do mnie. Wybrałem się w ich kierunku a one zniknęły i pozostawiły mnie na rozstaju dróg. Dróg jest wiele, więc czemu nadal widzę tylko tę jedną: wymarzoną, wyśnioną, wypłakaną rzeczywistość - nierealną, oddalającą się.
Jestem niewolnikiem popędzanym batem w czyjeś grze. Balansuje każdego dnia na krawędzi. W powietrzu fruwają topory ostre jak brzytwa, a ja staram się ich unikać. Stwarzam niewidzialną tarczę odbijającą zło, które nabiera na sile i uderza w momencie najmniej spodziewanym, druzgocząc mą tarczę. Północ nas już minęła. Rano znów trzeba wrócić do ponurej rzeczywistości. Wyłonić się z pudełka. Spojrzeć na promienie słoneczne wychylające się poprzez deszczowe chmury. Koszmarne wizje wracają ze zdwojoną siłą, gdy bodźce odbierają pozytywne wibrację. Strach, chyba można nazwać to strachem. Lecz ja już nie jestem w stanie nic zrobić, nie ode mnie zależy me przeznaczenie. Starałem się, przyznać muszę. Nie bez walki. I nie obyło się bez walki, lecz nie jestem w stanie przebić muru hipokryzji i podszeptów osób trzecich. Moja główka nie jest w stanie wyobrazić sobie co myślą inni, a w szczególności co myśli jedna osóbka. Chyba na tym kończę bo się dziś wykończę :P
No comments:
Post a Comment