Wednesday, April 23, 2014
nie ma to jak szyderczy smiech na dowidzenia
Coz moge powiedziec nizeli: smiej sie, smiej. Zobaczysz jednak - Twoj smiech urwie sie jak hejnal. Poza tym drobnym incydencie, ktory zburzyl mi reszte dnia nie dzialo sie nic szczegolnego.... zartuje oczywiscie. Dzien byl bogaty w wszelkiego rodzaju male peszki. Nie zburzylo to jednak mego planu podrozy. Przygoda rowniez udana. Teraz tylko siedze na lotnisku i staram sie nie usnac. Do 4 musze wytrzymac. Potem juz sie przespie w samolocie. Na zakonczenie tego pieknego dnia odebralem jeszcze jeden telefon z hmm krytyka? Obrzydzeniem? Czy moze niezadowoleniem? Sam nie wiem. Nie jestem ksieciem, ktory podjezdza mercedesem i sypie dolarami. W bajkach sobie takich szukajcie. Haha. Po prostu mily dzien. Nie ma co... Oby dobry Bog jutro naszykowal mi cos lepszego, bo stapam po granicy.
Friday, April 18, 2014
Idą Święta.
Zbliżają się wielkimi krokami. Wczoraj miałem bardzo smutny dzień z paru powodów, o których nie będę wspominał. Dziś natomiast obudziłem się usatysfakcjonowany. Spotkał mnie bardzo zaskakujący sen. Szkoda, że zazwyczaj sny są odwróceniem rzeczywistości, ale i tak dziękuje Ci. Akcja chyba działa się jakoś u mnie w pracy, wiem, że moja mam była u mnie w odwiedzinach. Nagle ni z tąd ni z owąd pewna pani złapała mnie za rękę i zaciągnęła do swego samochodu. Niby znany, ale jednak bez dachu. Siedziała tam jej współlokatorka z jakąś inną dziewczyną. Pojechaliśmy do niej. Wszystkie zadowolone były. Weszliśmy do mieszkania i po przejściu do pokoju gościnnego pchnęła mnie na rozłożoną sofę? Coś w tym stylu. Szczerze przyznać muszę, że nadal byłem w szoku po tym co ostatnio się działo i jak reagowała - to trochę chore. Musiałem siedzieć z taką miną, kiedy zbliżyła się do mnie i zaczęliśmy się całować. Nie były to jakieś górnolotne pocałunki, czy romantyczne - po prostu zwykłe całusy. Jakby zachęta do dalszej gry. Po chwili wstała i wyszła. Wiem, przynajmniej tak czułem, że moja mam jest niedaleko. Wstałem i poszedłem do przedpokoju i spojrzałem na wykładzinę, którą położyła na schodach. I tu mnie zaskoczyła, bo była ułożona w wyjątkowy ekscentryczny wzór. Musiałem jej pogratulować - a pamiętam, że otrzymałem kiedyś wiadomość ze zdjęciem jak ją kładła - odmawiając mi w ten sposób swego towarzystwa. Nadal byłem w szoku. Nagle miejsce akcji ulega zmianie. Siedzę przy stoliku, niby w restauracji i kogoś oczekuje, myślałem chyba już tylko o niej, ale teraz ciężko powiedzieć. Restauracja znajduje się jakby na dachu pod otwartym niebem, ale niezbyt wysoko, może 3 piętro. Może to był taras w galerii handlowej z widokiem na sam dół. Nie pamiętam. Nagle jeden z gości zaczął bawić się jakąś dużą plastikową białą kulą, którą wrzucił komuś innemu do kieliszka - przez przypadek. Tamta osoba, podniosła ów kieliszek i wypiła. Wszyscy zaczęli bić brawa. Odwróciłem się aby skomentować i zobaczyłem że stolik za mną siedzi mój tata. Nie pamiętam czy coś mówił, czy nie. Czy po prostu przybył mnie odwiedzić i zafundować równoległą rzeczywistość, która inna, a podobna do naszej dała mi tyle radości. Dziękuje Ci za pamięć i odwiedziny. Prezent był świetny. Kwiaty które kupiłem jej 3 tygodnie temu dziwnym trafem nadal krwistoczerwone stoją pięknie w wodzie. Tak. Idą Święta. Halleluja!
Tuesday, April 1, 2014
Subscribe to:
Comments (Atom)