Thursday, October 3, 2013

Ying i Yang

Zacznę od tego, że mam ochotę krzyczeć. Tak na całe gardło. Wyjść gdzieś, abym nie był słyszany. Tylko ja i natura. Mój ryk i otaczająca mnie przyroda. Nie, chyba nie powinienem od tego zaczynać.

Zacznę więc od stwierdzenia, które zasłyszałem, że nie robię twórczych postów. Może nie zabrzmiało to tak dosłownie, ale taki sens wyciągnąłem. Fakt, niektóre posty są podyktowane czymś i w pewien sposób nawiązują do czegoś, ale nie tylko. Również tan post będzie lekko nawiązywał do pewnych słów. Czy wszystko co piszę musi być twórcze, wyjątkowe, unikatowe? Nie mogę czasem napisać szmiry? Czy muszę cały czas się starać o względy, jeżeli zostanie to odebrane i wrzucone do śmietnika? Może mam dosyć wszystkiego i wszystkich.

Ostatnimi czasy zastanawiałem się nad śmiercią. Nie to, że jakieś samobójcze myśli - nie. Po prostu każdego z nas to czeka. Jest to nieodzowny strach człowieka. Dlaczego? Bo nasza kultura usuwa wszystko związane z nią w ciemny kąt. Istnieje gdzieś na obrzeżach świadomości. Kiedyś śmierć i rozkład (nieodzowna część kostuchy) były na porządku dziennym. Ludzie rodzili się, walczyli, umierali. Dzisiaj patrzę na swój bebech i wiem, że kiedyś nie zdołałbym uciec po czym bym szybko wąchał kwiatki od dołu. Kultura i społeczeństwo robi z nas taką gęś, która ma wepchaną rurkę do żołądka i jest faszerowana chemicznie, aby tylko szybciej można było ją ubić i dalej sprzedać. Tak - bogiem są pieniądze, ale to każdy wie. Wróćmy jednak do tematu śmierci. Istnieje wiele jej odmian. Zastanawiałem się jak chciałbym odejść z tego świata, czy szybko i bezboleśnie, czy ze świadomością że to już koniec? Najlepsza śmierć podobno we śnie... Wikingowie umierali z mieczem w ręku, bo inaczej Walkirie nie przychodziły po ich dusze.  Każda kultura inaczej podchodziła do tematu śmierci. Jeżeli wierzyć, że pradawni Egipcjanie byli potomkami bogów (przybyszy z kosmosu) oni mogli mieć rytuały zbliżone do obcej rasy, lub sami wymyślić na podstawie obserwacji. Nic nie jest pewne - za wyjątkiem czekającej kostuchy. Co jest później? Czy coś jest? Hmm wierzę, że tak. Energia zwana duszą nie umiera. Lecz każdy sam odpowie sobie na to pytanie i pójdzie przez życie. Jest to coś co czeka nas wszystkich, ale nie smuci mnie to. Bo naprawdę jest to nie istotne. Ważne w życiu jest to, z kim je przejdziemy i jak. W takim razie przejdę teraz do drugiej połowy medalu.


Mianowicie do tego z kim chciałbym przejść to życie, a może inaczej, z kim bym nie chciał. Wiem, że nie istnieje coś takiego jak ideał. Nikt nie jest perfekcyjny. Choć niektórzy mają zbyt wysokie wymagania co do innych. Nie mówię tu o sobie, bo jeżeli ktoś z kim chciałbym być - poprosiłby mnie o coś, co w jakimś stopniu przynajmniej też chciałbym zrobić - to postaram się to uczynić. Najgorsze później jest jednak odpowiedź. Jak Ying ma też Yang - tak musi być wszędzie w naturze - równowaga zachowana. Jak robi coś jedna osoba - to druga się odwdzięcza. Na takiej podstawie można budować zaufanie i podwaliny czegoś nowego - co będzie trwałe i mocne. Wezmę na przykład połączenie człowieka ze zwierzętami (nie fizyczne, ale psychiczne). Niektórzy za pewne na mnie naskoczą, ale ja przedstawię fakty. Człowiek i pies. Pies co prawda traktuje człowieka jako pana, ale najczęściej jest brany pod uwagę jako członek rodziny. Pies odda życie. Nie na próżno się mówi: pies najlepszy przyjaciel człowieka. Jest to więcej niż przyjaciel. Co do człowieka - to nie będę się wypowiadał. Bo ludzie to najgorsze istoty na tej planecie. Są wyjątki jednak. I jest tu obopólna miłość. Teraz weźmy na warsztat ludzi i koty. Kot traktuje człowieka jako służącego, który chodzi wokoło niego. Spaceruje własnymi ścieżkami, a jeżeli człowiek stara się "wcisnąć dwa palce" pokazuje pazury. Jest to samolubne zwierzę, które przychodzi i się łasi kiedy mu się podoba. Nie dzieli się "miłością" jak psy. Są kłamliwe i niegodne zaufania, bo jak tylko odejdziesz, spuścisz oko, zrobią coś głupiego. Teraz nasuwa się pytanie - dlaczego piszę te dwa porównania. Ludzie często starają sobie przypisać cechy zwierząt. Można pieszczotliwie nazywać kobiety: "Kiciami" - tak, facet nigdy nie zrozumie kobiety, ale musi mieć pewność, że ta go kocha i nie zdradzi jak tylko wyjdzie z domu. Mężczyzna jest w stanie bardzo wiele poświęcić dla swojej wybranki, ale jeżeli dostaje coś w zamian. Inaczej taka kobieta, która jest kotką, zabawia się co jakiś czas z innym "idąc własną ścieżką", aż w końcu zostanie sama. Bez zaplecza. Uroda przemija - jak wszystko. Może moja wypowiedź zaboli co poniektóre panny uważające się za wolno myślicielki i chodzące swoimi ścieżkami, nie dające wkroczyć mężczyzną do ich świata na dłużej, aczkolwiek nie potrafiłbym się związać na dłużej z kobietą, od której nie dostaję nic w zamian za wyjątkiem bólu. Nie roztropnie jest pchać się tam gdzie Cię biją zamiast iść tam gdzie Cię przytulają - czyż nie?

Co do moich "wymogów" względem kobiet. Hmm 

- powinna częściej niż ja wyrażać swe uczucia.
- zachwalać i nakierowywać bądź podpowiadać co i jak.
- oczywiście powinna mieć wdzięk i urok i tą nutkę kobiecości w sobie. W końcu jest kobietą. Szczerze nie nienawidzę lesbijek, które starają się i w ubiorze i w zachowaniu przysposobić do facetów.
- być kompromisowa - nie zawsze, tak jak i ja nie jestem, ale czasem kompromisy są potrzebne - bez nich nie ma charmonii.
 - MUSI być ze mną szczera. Wiem, że kobiety kłamią, ale kłamstwo niszczy zaufanie. Bez szczerości i zaufania nie można nic zbudować.

Mógłbym wymieniać jeszcze więcej, tworzyć listy i starać się trzymać tego kurczliwie. Nie jestem jednak nastolatkiem, który tworzy swoją "idealną" kandydatkę i dąży tylko do niej. Ważne jest aby była iskra, aby coś zaskoczyło. Resztę można dopracować. Tak na prawdę chcę założyć rodzinę i móc żyć spokojnym (bądź nie :-P ) rodzinnym życiem. Cieszyć się z każdego poranka, kiedy otworzę oczy a przy mnie będzie leżała w nieładzie moja wybranka, którą przytulę pocałuję czule w policzek i przywitam z nią nowy dzień. Nowy dzień - nowe możliwości. Na tym zakończę dzisiejszy post.

2 comments:

Unknown said...

Napisze krotko ;) Ciekawy post aczkolwiek jest delikatnie szowinistyczny :P z wiekszoscia sie zgadzam lecz moge twierdzic rowniez tak o facetach ze czesciej jednak to oni chodza wlasnymi sciezkami i potrafia niezle zranic. Chyba to zalezy jakim sie jest czlowiekiem a nie od plci :)

Hadron Netrunner said...

Czasem bywam szowinistyczny. Dlatego, że kobiety mną pogrywały jak szmacianą lalką. Choć wydaje mi się, że znalazłem cel swej podróży przez to wszystko, choć nadal jest daleki i trzeba o niego walczyć. Poza tym dzięki za komentarz. Ostatnio nie zaglądałem i nawet nie zwróciłem uwagi, że ktoś czyta moje wypociny.