Słońce już dawno nakryło się
puchowymi chmurami i znikało za horyzontem. Na nieboskłony
wychodził Księżyc. Niby taki spokojny i przyjazny z drugiej strony
przerażający i skrywający tajemnice.
Na rozstaju dróg stał samotny
wędrowiec. Słońce go nie chciało, Księżyca się bał.
Gdzie się schować? Gdzie uciekać? Za
sobą wiózł wóz przeżyć, który rósł z każdym dniem. Ciągnęły
go dwa wycieńczone już konie. Daleko jeszcze do celu podróży. Tam
odpocznie. Tam odsapnie i w cieniu drzewa posłucha pieśni barda.
Jeśli mu będzie dane.
Przed nim na drodze leżało zwalone
drzewo. Liście były jeszcze zielone. Ostatnia wichura musiała
wyrwać je z korzeniami.
Wyciągnij rękę i pomóż
wędrowcowi. Inaczej nie dotrze do celu swej podróży.
No comments:
Post a Comment