Sunday, October 13, 2013

Toksyczni Ludzie

Zacznę od piosenki, która wczoraj strzeliła mnie jak piorun na koncercie.

Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.

Czasami mam tak, że mam tego dość,
że kiedy chcę dobrze to wychodzi źle,
że gdy robię dla kogoś coś,
to dla niego żadna nowość, że przejdzie się.
Wychodzi jak na złość i dochodzi do tego, że
się nienawidzę i wstydzę, bo krzywdzę tych którzy są najbliżej mnie.
Bądźmy w tej samej lidze gdzie, gdy mówię A, mówię B.
Mówię do siebie całe Katowice potem przepraszam i tak to kończy się.
Z kwiatami latam, świecę oczami,
dzwonię, przepraszam sms-ami.
Mijają lata i tak między nami,
chciałbym się zmienić i nie mogę za nic.
Ani nie znani, rozczarowani, poumawiani, zostają sami,
nie wiem co czują ale mnie mamisz kiedy całują się z klamkami , mnie mają za nic.
Lub w dupę kują, artykułują pod powiekami,
rozszarpują mnie w myślach.
Kto by pomyślał, że tak mogę tak łatwo ranić?
I za co? Za nic.
Nie mogę się zmienić. Zmiany, zmiany, zmiany...
Tak łatwo mogę omamić siebie, ściemy, ściemy, ściany.
Cztery pojebane,
palić sam,
same problemy dla nich.
Dlaczego tak mam z natury i który raz o tym rozmawiamy?

Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.

Mi się to śni czy vis-à-vis
zamknięte drzwi, za nimi "ciiiii..!"
chyba se kpi, a może śpi?
tak wzrasta mi ciśnienie krwi.
Po tylu latach zabawy w kata,
wciąż nie ma bata jak lek na katar,
tonę w schematach, nie afirmatach.
Masz mnie za brata czy za wariata?
Ile na nie, ile na tak,
gdy cała szklanka ma gorzki smak?
Robi to mnie, robi to jak
Mądry debila, what the fuck?
Nie jestem durniem, więc powtórnie,
zachodzi Słońce, jest pochmurnie,
mam tego potąd, chyba się wkurwię,
to nic nie doda, na bank ujmie.
Znowu przed nią rozmowy długie.
Gdy mówił jedno, robił drugie.
A na domiar złego sam nie wiem,
czy tego czy jego nie lubię?
Ale mówię: "OK, wszystko gra",
powiedz B, gdy mówisz A.
Chyba wierzę, że zmiana ta
zastąpi kolejne "przepraszam za..."
To wiara w ludzi czy naiwność,
przerastająca nawet mą sztywność,
jednak bezsilność i nagminność
na koniec wznieca agresywność.
Uczuciami szasta, rani obelgami,
obraz to panicz między wierszami,
zaś mnie mami deklaracjami przeczy faktami?

Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
bo z doświadczenia wiem, że to dla uszu pasza.
Nie ma "sorry", nie ma "wybacz mi", nie ma "przepraszam",
zmień słowo w czyn tak pięknie jak to ogłaszasz.

Człowieku, ja nie robię tego na pokaz.
W moim słowniku słowo "przepraszam" jest obok słowa "kocham".
Dla wszystkich moich ludzi nie mam nic prócz miłości.
Jeśli kogoś kocham, nie pozwolę by w to zwątpił.
Chcę budzić się rano by móc spojrzeć w lustro.
Zamieniam słowa w czyn tak by nie było za późno,
chodź nie wiem co mi to da,
gdy na psy schodzi cały ten świat.
Jak karabin maszynowy celuję w Was,
bo mam już dosyć tych kłamstw,
które kryjecie za kurtyną.
I stańmy wszyscy razem jak jeden brat,
musimy pozbyć się mas i prawda spłynie tu lawiną.
Ja czuję, że to naszych czasów jest znak,
z ust lecą słowa jak grad,
by tak jak grad szybko zginąć.
A Ty nie zapominaj już
i zdmuchnij cały ten brud.


No dobrze, teraz po zapoznaniu się z treścią i przesłaniem piosenki przejdę do konkretnego postu. Co to? Kto to? i jak się to je?

Mam nadzieję, że nikt nigdy nie spotka tytułowych toksycznych ludzi. Nikomu tego nie życzę. Niestety ja miałem okazję przekonać się na własnej skórze jak to działa, jak to boli. Nie wiem czemu ludzie to robią? Czemu chcą mnie zniszczyć? Przecież nie mają prawa. Na szczęście doszedłem do bardzo dobrych wniosków. Zostawiam ich gdzieś. Nie interesują już mnie, choćby nie wiem jak bardzo teraz krzyczeli. Dałem zbyt wiele siebie, zbyt wiele łez i bólu zadali mi. Obrażali a później próbowali przekonać, że to moja wina. Szkoda zdrowia, szkoda nerwów. Niestety przez to zaniedbałem najbliższych. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno - aby mi wybaczyli mój głupi upór dążenia do gwiazd.
Teraz kolejna piosenka, jako przerywnik w mojej wypowiedzi.

 
 Kieliszki pełne łez - wypijam do dna
Bo życie kopie - jak Molotova koktajl
Wylewam życie na "papier" -  i dobrze wiesz co czuję

Czasem się trafi Ci laska, która została zraniona przez jakiegoś dupka i zaczyna się odgrywać na wszystkich facetach. Ty starasz się przybliżyć jej nieba. Obiecuje Ci gwiazdy. Z chęcią rozmawia na temat sexu i na co ma ochotę i co by z Tobą robiła. Po pół roku w końcu się pojawia na wizji. Spędza z Tobą niemal każdą wolną chwilę (gdzie ona pracuje? pytasz sam siebie, ale miłym kłamstewkiem otula Cię i dalej brniesz w całe gówno) Karmi Cię coraz to innymi kłamstewkami, aż w końcu gubi się w zeznaniach. Wytykasz jej to - to się obraża na Ciebie. Później dowiadujesz się, że trzymała Cię na smyczy, łącznie z pięcioma/sześcioma innymi facetami na raz. Szukając tego, który będzie w stanie jej zapewnić przyszłość bez pracy. Siedzenie na 4 literach i podrywanie innych facetów przez sieć (bo przecież może inny ma lepiej), kiedy mężczyzna zapierdala na chleb. Później - nawet przyłapana, będzie się wykręcać słowami: bo Ty nic nie rozumiesz... (będzie starała się zrobić z Ciebie idiotę) [Tak na marginesie - nie wiem kto je tego nauczył, ale w końcu się przejadą na kimś] Najlepsze są ich wymówki na usprawiedliwienie swojej nieobecności (gdyż podrywały innych) To wiara w ludzi czy naiwność? Jednak to naiwność, moja i twoja naiwność. Niektóre są w stanie nawet uśmiercić swoje przyjaciółki - mówiąc, że pijany kierowca wjechał w auto, że dziecko przeżyło i teraz nie ma się nikt nim zająć. Widzą życie straszne, czarne - aby tylko wzbudzić w Tobie uczucie litości, bo  wtedy łatwiej nad Tobą zapanować. Jak to nie wyjdzie - będą wmawiały, że chore są, wręcz umierające - z 40 stopniową gorączką - a później tego samego dnia - będą z Tobą rozmawiały przez telefon niby nigdy nic i jakby nigdy nie chorowały. Naprawdę, jeżeli coś Ci to mówi - to weź moje doświadczenie i zakończ "znajomość" bo dobrze na tym nie wyjdziesz. Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - miałem pewną sytuację, o której powiedziałem - co otrzymałem w zamian? Nic. Po prostu NIC. Nawet słowa pocieszenie. Oczywiście po jakimś czasie jakoś próbowała odkręcić sytuację, że niby nie wiedziała, w końcu zmieniliśmy temat i już nie chciała do niego wracać - bo wyszło na jaw jakim "przyjacielem" jest. Najlepsze jest w tedy kiedy już masz dosyć, odwracasz się, zaczynasz szukać innej ścieżki - w tedy ona z krzykiem - że zobaczysz.... za 4 lata przyjdziesz z powrotem do mnie... Po prostu sraty taty. Ścieżkę już swoją obrałem, mam nadzieję, że nie za późno i za cztery lata zaśmieję się takim toksycznym ludziom w twarz. Wiem, że to nie ja będę sam.

Sunday, October 6, 2013

Dzień który był ponury jest non stop kolor Jak kolorowe mury!

Zaczniemy od paru smutnych spraw, które jednak nie zepsuły mi nastroju. Po co się dołować? Być lepszy chcę. Wszystkiego najlepszego dla osób, które wiedzą o mnie i o tym co robię WIĘCEJ niż ja. A serdecznie pozdrawiam pewną osóbkę, która bezwiednie idzie za tymi głosami i ślepo wierzy. Tyle mianem pozdrowień i podziękowań. Współpraca była owocna - nauczyłem się nie wierzyć zero jedynkom. Choć smutno mi, że się tak zakończyło, ale było to do przewidzenia. Ludzie się nie zmieniają. Jak Nosowska mam czyściutkie sumienie. Nie będę się rozpisywał, bez "przepraszam" - dalej nie da rady.

Teraz na warsztat weźmy dzień piątkowy :) Powrót do domu pozytywnie mnie zaskoczył. Rak został usunięty. Przybyłem z pewną śliczną panią skonsumować zakupionego kebaba - tak :P wiem, że kababy nie należą do zdrowego żarcia, wolałbym "chińczyka" już z fast food'a ale jeszcze był zamknięty. Chciałem się pochwalić do jakiego stopnia przez tydzień "rak" doprowadził moje mieszkanie jeżeli nie tykałem się palcem. Niestety nie do końca się udało, bo już go nie było - został tylko nieład. ( Cóż następny dzień spędziłem na odkażaniu mieszkanka.) Później wybraliśmy się na zakupy do pewnego supermarketu. Cholercia i nie wiem czemu, ale przy niej czas przestał istnieć, szliśmy, rozmawialiśmy, śmieliśmy się. Z zakupów może ze 4 rzeczy kupione, ale przyznać muszę, że czas bardzo mile spędzony. Już kiedyś starałem się o względy owej pani, ale jeszcze czegoś takiego przy niej nie czułem. Najbardziej mnie zdzielił jeden jej tekst: może już najwyższy czas się ustatkować? - rozmyślam nad tym do tej pory. Jednak ta tęcza strasznie wyblakła i teraz sam nie wiem co myśleć :-p

Od piątku słucham w niekończącej się pętli piosenki post niżej. Po prostu bit jest przepiękny, super połączenie zwrotek gigantów. No i jeszcze tylko 5 dni i koncert ^^ przyszły weekend zapowiada się intensywnie. Nie wiem czy dotrę do domu jeszcze tego samego dnia a w niedzielę do klubu odnowić kontakty. Będzie się działo. Może nie pójdę tam sam :-)

Saturday, October 5, 2013

Friday, October 4, 2013

Dziwna noc

Obudził mnie budzik. Wstałem. Poszedłem do łazienki, zrobiłem sobie kanapki. Wróciłem do pokoju i zacząłem się ubierać. Patrzę... Zaraz, zaraz - coś nie tak. Przecież jest dopiero 2 w nocy. Nie nastawiłem budzika na 2 - hmmm idę spać.
Zdrzemnąłem się kolejne 2 godziny. Wstałem przy ostatniej drzemce. Minęło parę minut i kolejna drzemka rozległa się w pokoju. Dziwny poranek.
Sen i pamięć o nim rozpłynął się w rzeczywistości.

Może dlatego że dziś ma być dzień do zapamiętania?

Thursday, October 3, 2013

Ying i Yang

Zacznę od tego, że mam ochotę krzyczeć. Tak na całe gardło. Wyjść gdzieś, abym nie był słyszany. Tylko ja i natura. Mój ryk i otaczająca mnie przyroda. Nie, chyba nie powinienem od tego zaczynać.

Zacznę więc od stwierdzenia, które zasłyszałem, że nie robię twórczych postów. Może nie zabrzmiało to tak dosłownie, ale taki sens wyciągnąłem. Fakt, niektóre posty są podyktowane czymś i w pewien sposób nawiązują do czegoś, ale nie tylko. Również tan post będzie lekko nawiązywał do pewnych słów. Czy wszystko co piszę musi być twórcze, wyjątkowe, unikatowe? Nie mogę czasem napisać szmiry? Czy muszę cały czas się starać o względy, jeżeli zostanie to odebrane i wrzucone do śmietnika? Może mam dosyć wszystkiego i wszystkich.

Ostatnimi czasy zastanawiałem się nad śmiercią. Nie to, że jakieś samobójcze myśli - nie. Po prostu każdego z nas to czeka. Jest to nieodzowny strach człowieka. Dlaczego? Bo nasza kultura usuwa wszystko związane z nią w ciemny kąt. Istnieje gdzieś na obrzeżach świadomości. Kiedyś śmierć i rozkład (nieodzowna część kostuchy) były na porządku dziennym. Ludzie rodzili się, walczyli, umierali. Dzisiaj patrzę na swój bebech i wiem, że kiedyś nie zdołałbym uciec po czym bym szybko wąchał kwiatki od dołu. Kultura i społeczeństwo robi z nas taką gęś, która ma wepchaną rurkę do żołądka i jest faszerowana chemicznie, aby tylko szybciej można było ją ubić i dalej sprzedać. Tak - bogiem są pieniądze, ale to każdy wie. Wróćmy jednak do tematu śmierci. Istnieje wiele jej odmian. Zastanawiałem się jak chciałbym odejść z tego świata, czy szybko i bezboleśnie, czy ze świadomością że to już koniec? Najlepsza śmierć podobno we śnie... Wikingowie umierali z mieczem w ręku, bo inaczej Walkirie nie przychodziły po ich dusze.  Każda kultura inaczej podchodziła do tematu śmierci. Jeżeli wierzyć, że pradawni Egipcjanie byli potomkami bogów (przybyszy z kosmosu) oni mogli mieć rytuały zbliżone do obcej rasy, lub sami wymyślić na podstawie obserwacji. Nic nie jest pewne - za wyjątkiem czekającej kostuchy. Co jest później? Czy coś jest? Hmm wierzę, że tak. Energia zwana duszą nie umiera. Lecz każdy sam odpowie sobie na to pytanie i pójdzie przez życie. Jest to coś co czeka nas wszystkich, ale nie smuci mnie to. Bo naprawdę jest to nie istotne. Ważne w życiu jest to, z kim je przejdziemy i jak. W takim razie przejdę teraz do drugiej połowy medalu.


Mianowicie do tego z kim chciałbym przejść to życie, a może inaczej, z kim bym nie chciał. Wiem, że nie istnieje coś takiego jak ideał. Nikt nie jest perfekcyjny. Choć niektórzy mają zbyt wysokie wymagania co do innych. Nie mówię tu o sobie, bo jeżeli ktoś z kim chciałbym być - poprosiłby mnie o coś, co w jakimś stopniu przynajmniej też chciałbym zrobić - to postaram się to uczynić. Najgorsze później jest jednak odpowiedź. Jak Ying ma też Yang - tak musi być wszędzie w naturze - równowaga zachowana. Jak robi coś jedna osoba - to druga się odwdzięcza. Na takiej podstawie można budować zaufanie i podwaliny czegoś nowego - co będzie trwałe i mocne. Wezmę na przykład połączenie człowieka ze zwierzętami (nie fizyczne, ale psychiczne). Niektórzy za pewne na mnie naskoczą, ale ja przedstawię fakty. Człowiek i pies. Pies co prawda traktuje człowieka jako pana, ale najczęściej jest brany pod uwagę jako członek rodziny. Pies odda życie. Nie na próżno się mówi: pies najlepszy przyjaciel człowieka. Jest to więcej niż przyjaciel. Co do człowieka - to nie będę się wypowiadał. Bo ludzie to najgorsze istoty na tej planecie. Są wyjątki jednak. I jest tu obopólna miłość. Teraz weźmy na warsztat ludzi i koty. Kot traktuje człowieka jako służącego, który chodzi wokoło niego. Spaceruje własnymi ścieżkami, a jeżeli człowiek stara się "wcisnąć dwa palce" pokazuje pazury. Jest to samolubne zwierzę, które przychodzi i się łasi kiedy mu się podoba. Nie dzieli się "miłością" jak psy. Są kłamliwe i niegodne zaufania, bo jak tylko odejdziesz, spuścisz oko, zrobią coś głupiego. Teraz nasuwa się pytanie - dlaczego piszę te dwa porównania. Ludzie często starają sobie przypisać cechy zwierząt. Można pieszczotliwie nazywać kobiety: "Kiciami" - tak, facet nigdy nie zrozumie kobiety, ale musi mieć pewność, że ta go kocha i nie zdradzi jak tylko wyjdzie z domu. Mężczyzna jest w stanie bardzo wiele poświęcić dla swojej wybranki, ale jeżeli dostaje coś w zamian. Inaczej taka kobieta, która jest kotką, zabawia się co jakiś czas z innym "idąc własną ścieżką", aż w końcu zostanie sama. Bez zaplecza. Uroda przemija - jak wszystko. Może moja wypowiedź zaboli co poniektóre panny uważające się za wolno myślicielki i chodzące swoimi ścieżkami, nie dające wkroczyć mężczyzną do ich świata na dłużej, aczkolwiek nie potrafiłbym się związać na dłużej z kobietą, od której nie dostaję nic w zamian za wyjątkiem bólu. Nie roztropnie jest pchać się tam gdzie Cię biją zamiast iść tam gdzie Cię przytulają - czyż nie?

Co do moich "wymogów" względem kobiet. Hmm 

- powinna częściej niż ja wyrażać swe uczucia.
- zachwalać i nakierowywać bądź podpowiadać co i jak.
- oczywiście powinna mieć wdzięk i urok i tą nutkę kobiecości w sobie. W końcu jest kobietą. Szczerze nie nienawidzę lesbijek, które starają się i w ubiorze i w zachowaniu przysposobić do facetów.
- być kompromisowa - nie zawsze, tak jak i ja nie jestem, ale czasem kompromisy są potrzebne - bez nich nie ma charmonii.
 - MUSI być ze mną szczera. Wiem, że kobiety kłamią, ale kłamstwo niszczy zaufanie. Bez szczerości i zaufania nie można nic zbudować.

Mógłbym wymieniać jeszcze więcej, tworzyć listy i starać się trzymać tego kurczliwie. Nie jestem jednak nastolatkiem, który tworzy swoją "idealną" kandydatkę i dąży tylko do niej. Ważne jest aby była iskra, aby coś zaskoczyło. Resztę można dopracować. Tak na prawdę chcę założyć rodzinę i móc żyć spokojnym (bądź nie :-P ) rodzinnym życiem. Cieszyć się z każdego poranka, kiedy otworzę oczy a przy mnie będzie leżała w nieładzie moja wybranka, którą przytulę pocałuję czule w policzek i przywitam z nią nowy dzień. Nowy dzień - nowe możliwości. Na tym zakończę dzisiejszy post.

Tuesday, October 1, 2013

unfinished tale

Dzisiejszy dzień był straszny, ale nie będzie to tematem tego postu. Raczej chcę opisać co czuje stawiając swe stopy na niedawno wylanym asfalcie, wychylając się z domu wieczorem, po brytyjskiego fast food'a.
Ciężko zrozumieć to osobie, która nigdy nie stąpała po tej ziemi. Chodzi o całość. Najbardziej odczuwalne są zapachy. Chińskie, żarcie, chicken albo hindus. Do tego temperatura (wbrew pozorom bardzo ciepło) i mrok rozjaśniany lampami, neonami i światłami samochodowymi. Niewielki ruch. Gdzieniegdzie widać jeszcze nastolatków na rowerach, bądź rodzice wołają pociechy jeżdżące na hulajnodze do domu. Pod "sklepem" z zakładami bukmacherskimi stoi grupka osób. W Polsce już pewnie bym się ich bał i wymyślał sobie: pewnie będą chcieli mnie okraść, ale się doczepią. Tutaj - nie. Człowiek przechodzi obok jakby nigdy nic, jakby był niewidoczny. Nie istotne czy masz włosy postawione w punka albo dziurawe spodnie. Nikt nie zwróci na Ciebie większej uwagi na ulicy. W centrum handlowym może i tak, ale to tez przez chwile, po czym oczy zwrócą się na innych "dziwaków".

W życiu będziemy musieli zetknąć się z różnymi osobami. Jedni będą wnosić coś pozytywnego do naszej egzystencji, inny otrą się i znikną, a jeszcze inni zostawią głębokie rany. Na szczęście pojawią się takie osoby, które będą chciały zostać w twym życiu i trwać przy Tobie. Często ludzie starają się nam wmówić, że coś jest złe lub dobre - najczęściej mówią to mając na uwadze SWOJE dobro i swoje ZŁO. Nie powiem Ci kto jest kim, sam musisz się przekonać. Życie nasze składa się z krótkich momentów cudownych chwil czy przykrych incydentów. Wszystko zostaje zakodowane w naszej duszy.